Lizbona … chyba nasza ulubiona europejska stolica

O Lizbonie słyszeliśmy różne opinie „miasto magiczne, nostalgiczne jak fado” albo „Lizbona jest zaniedbana, obdrapana i brudna jak stara Hawana”, „cudowny klimat miasta, słońce, luz, sympatyczny ludzie”, „żadna rewelacja, Barcelona lepsza” … hm …

To jaka jest ta Lizbona?

Portugalia, a zwłaszcza właśnie Lizbona chodziła za nami od dawna, ale jakoś nie wychodziła 🙂
15 sierpnia 2014 nasze stopy stanęły w końcu na lizbońskim lotnisku. Był to czas pomiędzy moimi dwoma operacjami na stawy biodrowe, w formie byłam wówczas nie najwyższej. A poza tym wyjazd nastąpił  w czasie mojego trzymiesięcznego wypowiedzenia,  jakie otrzymałam z powodu likwidacji firmy, nowej pracy jeszcze nie miałam. Oczywiście przemknęła nam przez głowy myśl o tym, ze wyjazd w obliczu zaglądającego być może wkrótce w oczy naszych dzieci głodu jest delikatnie mówiąc nierozsądny. Pełni optymizmu i wiary, że sytuacja braku pracy jest przejściowa, kupiliśmy jednak bilety lotnicze i zarezerwowaliśmy mieszkanko w kamienicy na Alfamie, najstarszej dzielnicy Lizbony. I jak się okazało do odważnych świat należy, Lizbona nas zauroczyła, nikt z głodu nie umarł, praca też się znalazła.

Lizbona – pierwsze wrażenia

Pierwsze wrażenia z portugalskiej ziemi nie były szczególnie przyjemne. Po dojechaniu metrem z lotniska na stację Santa Apolonia postanowiliśmy udać się na piechotę pod wskazany adres restauracji, z której mieliśmy odebrać klucze do mieszkania. Z mapy wynikało,  że to blisko i nawet z walizką damy radę. No nie daliśmy … Uliczki w tej części Lizbony są urocze, malownicze, ale strome, wąskie jakieś takie do siebie podobne (zwłaszcza jak widzisz je pierwszy raz w życiu). Nawet mapa nie pomogła, kręciliśmy się z tym tobołkiem, zmęczeni i głodni jak dwójka w przeręblu. W końcu postanowiliśmy złapać przejeżdżającą taksówkę. Niemiły i nie znający okolicy ani angielskiego pan taksówkarz woził nas po tych stromiznach i rozpytywał napotkanych ludzi o adres, który mu podaliśmy. Po odnalezieniu restauracji a w niej kluczy, z trudem odszukaliśmy właściwą kamienicę. Taksówkarz chciał zedrzeć z nas pieniądze, za które spokojnie można by przyjechać z samego lotniska. Po krótkiej awanturce rozstaliśmy się z taksówkarzem przed „naszą” kamienicą i wspinając się po stromych, wąziutkich schodach dotarliśmy do naszego mieszkanka, w którym czekały na nas owoce i butelka czerwonego, portugalskiego wina. Od tej pory było już tylko przyjemnie, a Lizbona każdego kolejnego dnia odkrywała przed nami swoje uroki.

Targ Złodziei – Feirra da Ladra

Pierwszego dnia odkryliśmy Targ Złodziei –  Feirra da Ladra. Wiedzieliśmy że jest gdzieś w okolicy. Trafiliśmy na targ praktycznie zaraz po wyjściu z naszej kamienicy widząc przed sobą Pantheon.

We wtorki i soboty ulice w okolicy Pantheonu zamieniają się w pchli targ. Z głośników na stoiskach z płytami słychać rzewne fado. Chodzimy uliczkami chwilowo zapełnionym straganami, stolikami, kocami, z których sprzedawane są ubrania, stare książki i płyty, piękna ceramika, całkiem ciekawe starocia albo znoszone buty czy nawet skasowane bilety komunikacji miejskiej. Jednym słowem dla każdego coś dobrego:) Trzymamy się za torebkę i plecak,  bo w końcu to Targ Złodziei :).

Nikt na szczęście ani tu ani gdzie indziej niczego nam nie ukradł. Lizbona należy podobno do najbezpieczniejszych stolic europejskich. Słońce cudnie świeci, jest bardzo ciepło, ale nie upalnie, a przed nami pięć dni w Portugalii.

Symbol Lizbony – żółty tramwaj

Czas na przejażdżkę słynnym  tramwajem 28, który sam w sobie jest atrakcją. Trasa,  którą przemierza wiedzie przez najciekawsze dzielnice Lizbony i pozwala na zobaczenie wielu  jej turystycznych punktów, których żaden szanujący się turysta podobno nie powinien pominąć. Żółty tramwaj jest wizytówką Lizbony, wykonany z drewna, z drewnianymi ławkami w środku, otwartymi oknami wygląda trochę jak przedwojenna zabawka.

Jazda tym tramwajem dostarcza niezapomnianych wrażeń, zwłaszcza, kiedy przemierza on wąskie i strome uliczki Alfamy.

Są momenty, kiedy tramwaj przejeżdża tak blisko kamienic, że można ich dotknąć wyciągniętą ręką (nie polecamy).  Uliczki w tej części miasta są tak wąskie, że kiedy pokonywaliśmy je na piechotę musieliśmy prawie przyklejać się do domów, żeby tramwaj nas nie zabrał ze sobą.

Zdarza się też, że młodzi mieszkańcy Lizbony podróżują tramwajem bez biletu (nic szczególnie odkrywczego) ale …. jeżdżąc na stopniach po zewnętrznej stronie. Opcja dla sprawnych i szczupłych, którzy zmieszczą się w przestrzeni pomiędzy tramwajem a mijanymi kamienicami. Tej formy podróżowanie też nie polecamy. Zdecydowanie jednak polecamy przejazd całej trasy tramwajem 28, w ten sposób można zobaczyć kawał miasta. Można też wysiadać przy punktach, które nas interesują albo o których napisali w przewodniku, że koniecznie trzeba, no inaczej nie wypuszczą z Lizbony 🙂

Cmentarz Przyjemności – Prazers

Nas wśród wielu cudowności Lizbony zainteresował cmentarz znajdujący się na końcu trasy tramwaju 28. Cmentarz Prazers, w tłumaczeniu cmentarz przyjemności. Po przekroczeniu bramy wkraczamy w zupełnie inny świat, może nie przyjemności, ale ciszy, spokoju i wspaniałych zabytkowych, pięknie zdobionych grobowców, sarkofagów będących małymi dziełami sztuki. Jeśli lubicie spacery po pięknych cmentarzach, polecamy Prazers. Nasz spacer nie trwał jednak długo z powodu gorąca i duchoty. Postanowiliśmy więc wrócić bliżej Tagu, rzeki nad którą leży stolica Portugalii, bo tam jednak było nieco przewiewniej.

 

Punkty widokowe czyli Miradouro

Lizbona leży na 7 wzgórzach, co sprawia, że chodziło się nam (w zasadzie mnie) trudno. No cóż,  jestem po prostu sprawna inaczej. To położenie jednak sprawia, że miasto posiada wiele punktów widokowych tzw. Miradouro, z których rozciągają się przepiękne widoki. Część z tych punktów jest łatwo osiągalnych, jak Miradouro das Portas do Sol – po prostu wysiadamy z tramwaju 28 i już mamy taki widok, my z naszego mieszkanka dochodziliśmy do tego miejsca w kilka minut.

Miradouro das Portas do Sol

 

Dodatkową atrakcją tego punktu są uliczni grajkowie

Minusem  tłumy turystów, ale jak łatwo można gdzieś dotrzeć to i ludzi kupa

Poniżej wymieniamy kilka punktów, które odwiedziliśmy i bardzo polecamy. Ale miejsc w Lizbonie, z których można popatrzeć na miasto z góry jest więcej. Szukajcie a znajdziecie!

  • mury i dziedziniec Zamku św. Jerzego
  • Elevador de Santa Justa – winda z tarasem
  • punkt widokowy Miradouro das Portas do Sol
  • punkt widokowy Miradouro da Graca,
  • Miradouro de Sao Pedro de Alcantara 
  • Miradouro de Santa Luzia 
  • taras widokowy w Panteonie Narodowym
mury i dziedziniec Zamku św. Jerzego

 

Elevador de Santa Justa (niestety trafiliśmy na remont)

 

Miradouro das Portas do Sol

 

Miradouro da Graca,

 

Miradouro de Sao Pedro de Alcantara

 

Miradouro de Santa Luzia

 

Miradouro de Santa Luzia – widok na Tag

 

taras widokowy w Panteonie Narodowym

 

W życiu bywają piękne momenty. Jednym z nich na pewno jest wypicie kawy w jednym z punktów widokowych Lizbony. Piękna pogoda, fantastyczne widoki, swobodna atmosfera miasta … Trwaj chwilo, jesteś piękna – chciało się powtórzyć za Faustem.

Pantheon

Panteon Narodowy w Lizbonie to inaczej Kościół Św. Ingracii wzniesiony w XVII w, budowany ponad 280 lat i zamieniony w 1919 roku w Panteon Narodowy, gdzie pochowane zostały lub mają symboliczne nagrobki zasłużone dla Portugalii osobistości.

Jak wspominaliśmy wcześniej, taras przy kopule Panteonu jest wspaniałym punktem widokowym. No i można sobie zrobić kolejną fotkę 🙂

Pomysły na zwiedzanie Lizbony, wszelkie inspiracje i praktyczne porady zaczerpnęliśmy ze strony infolizbona.pl.

Polecamy tę stronę serdecznie, bo jest to prawdziwa skarbnica, wręcz kopalnia wiedzy, którą dzieli się mieszkający w Lizbonie pan Krzysztof – pasjonat tego miejsca i przewodnik po Lizbonie i Portugalii.

My wyposażeni w mapę, przewodnik i wiedzę z internetów odkrywaliśmy miasto pomalutku i po swojemu.

Windy w Lizbonie

Windy lizbońskie były dla nas kolejną atrakcją samą w sobie, tak jak zabytkowe tramwaje. Windy są cztery – Elevador de Santa Justa, Elevador da Bica, Elevador da Glória i Elevador do Lavra. Taką „normalną” windą jest tylko Santa Justa, którą niestety zastaliśmy w remoncie.  Pozostałe windy to bardziej tramwaje lub kolejki linowe, pokonujące różnice wzniesień.  Mieliśmy nieco problemów ze znalezieniem Elevador da Bica, ponieważ aby wsiąść do windy-kolejki trzeba wejść do budynku. Warto odszukać tych atrakcji, ponieważ czeka nagroda w postaci … no nic nowego … oczywiście widoków.

 

Winda Santa Justa

 

Winda da Bica

 

Winda da Gloria

 

Ogrody Lizbony

Lizbona nie jest może miastem tonącym w zieleni, ale można tu znaleźć kilka pięknych miejsc dających cień, wytchnienie i cieszących oko. Jednym z takich miejsc jest Jardim Botanico Tropical czyli tropikalny ogród botaniczny w Belem, położony nieopodal Klasztoru Hieronimitów. Nam najbardziej spodobał się  Jardim da Estrela, położony dokładnie na przeciwko bazyliki da Estrela, również wartej odwiedzenia (oczywiście dojazd tramwajem). Skwerów i parków jest znacznie więcej, my przedreptaliśmy jeszcze  tereny zieloneParku Narodów (Parque das Nações) w czasie naszej wycieczki do dzielnicy Oriente i przejażdżki kolejką linową.

Jardim Botanico Tropical

 

Dracena w Jardim da Estrela

 

Nasze „doniczkowe” kwiaty juki i draceny w Jardim de Estrela do doniczek by się nie zmieściły

 

jakaś baba w Jardim da Estrela

 

tereny zielone w Parku Narodów (Parque das Nações)

 

Casa do Alentejo

To niepozorny z zewnątrz ale piękny w środku budynek znajdujący się przy Rua das Portas de Santo Antao, 58. Casa do Alentejo jest restauracją, tawerną, biblioteką i przestrzenią kulturalną dla wystaw, koncertów, spotkań literackich itp. Casa do Alentejo znajduje się w pochodzącym z XVII wieku Palácio Alverca.  Znajduje się tu przepiękny dziedziniec w stylu mauretańskim, pokoje w stylu Ludwika XVI, mozaikowe ściany i malowidła.  Miejsce można zwiedzać na własną rękę. Polecamy bardzo.

Belem – Klasztor Hieronimitów

czyli Mosteiro dos Jeronimos to zgodnie z wszelkimi przewodnikami absolutne must see. No mus zobaczyć po naszemu. Pojechaliśmy kolejką z Case de Sodre (można oczywiście tramwajem) do Belem.
Zaczęliśmy od Klasztoru a właściwie od stania w gigantycznej kolejce po bilety wstępu. Opcja zakupu biletu przez internet wydaje się być znacznie lepsza.

kolejka do kasy przy Klasztorze Hieronimitów podobno tego dnia nie była taka wielka

 

Budowę klasztoru rozpoczął portugalski władca Manuel I w 1501 roku i trwała ona 100 lat. Wykonany z wapienia klasztor ma ok 300 metrów długości a został zbudowany w unikalnym stylu manuelińskim (no jak Manuel to w jakim stylu mógł zlecić budowę?)
Polecamy zwiedzanie niezwykłych, przepięknie zdobionych  krużganków oraz kościoła Najświętszej Marii Panny w Belem, gdzie znajduje się m.in. grób Vasco  da Gammy.

 

Belem to nie tylko Klasztor Hieronimitów i znajdujący się nieopodal Jardim Botanico Tropical. To również, słynna Wieża w Belem czyli Torre de Belem, obiekt wzniesiony w 1515 roku na zlecenie króla Manuela I oczywiście w stylu manuelińskim. Wieża była częścią systemu chroniącego ujście Tagu do Oceanu Atlantyckiego. Nieopodal wieży można poleżeć na trawce w cieniu sosen i odsapnąć po trudach zwiedzania, co naturalnie uczyniliśmy.

Wieża w Belem

 

W Belem znajdziemy również miejsce do długich spacerów nabrzeżem wzdłuż Tagu (pomiędzy Wieżą a Pomnikiem Odkrywców). Pomnik Odkrywców to atrakcja turystyczna upamiętniająca znanych nam przynajmniej z podręczników do historii żeglarzy, podróżników, odkrywców takich jak m.in. Henryk Żeglarz, Ferdynand Magellan, Vasco da Gama.

Pomnik Odkrywców w Belem

 

Nad Tagiem droga do Pomnika Odkrywców

 

W Belem znajdziemy też najsłynniejsze lizbońskie ciasteczka Pasteis de Belem (200 m od Klasztoru Hieronimitów w stronę Lizbony). Nie spróbowaliśmy ich jednak, czego żałujemy do dzisiaj, ale kolejki były gigantyczne.

Park Narodów i Teleferico – kolejka linowa

Park Narodów to tereny rewitalizowane na Expo 1998. Specjalnie na tę okoliczność zbudowano takie atrakcje Lizbony jak 17-kilometrowy wiszący most Vasco da Gamy (strzelasz fotę na tle tego mostu i podpisujesz, że byłeś w San Francisco:),  dworzec Oriente czy Oceanarium, największe w Europie.

Park Narodów, w drodze do Teleferico

 

My skorzystaliśmy z Teleferico – kolejki linowej o długości 1230 metrów, dzięki której można spojrzeć na wszystko z góry. Czas przejazdu to ok. 10 min. A po przejażdżce można pospacerować, wybrać się do Oceanarium albo napić piwka nad Tagiem 🙂

Pomnik Jezusa  – Christo Rei

Kolejna wielka atrakcja Lizbony i wyjątkowy punkt widokowy to pomnik Christo Rei, wybudowany w 1959 roku na wzór pomnika Jezusa z Rio de Janeiro. Cała konstrukcja ma 100 metrów, sam pomnik 28 m + ogromna betonowa podstawa (dla porównania pomnik Jezusa w Świebodzinie mierzy 36 m, razem z usypanym kopcem 52 m).

Na platformę widokową u stóp Jezusa można dostać się windą, oczywiście po odstaniu w kolejce. Ale za to widok na Lizbonę  jest naprawdę imponujący. Dla tego widoku naprawdę warto przepłynąć na drugą stronę rzeki, najlepiej w słoneczny dzień.

Do pomnika Cristo Rei dostaliśmy się promem z przystani Cais do Sodré (stacja metra o tej samej nazwie). Po przepłynięciu na drugą stronę Tagu podjechaliśmy autobusem 101 odjeżdżającym z dworca autobusowego w Cacilhas. Bardzo przyjemna wycieczka i nieco inna niż spacer wąskimi ulicami starej Lizbony. Jeśli macie chwilkę czasu podczas pobytu w Lizbonie płyńcie na drugą stronę rzeki.

 

Pomnik Cristo Rei jest naprawdę ogromny

 

Lizbona widziana z promu

 

Most 25 kwietnia widziany z pomnika Christo Rei

 

O Lizbonie można by opowiadać długo. My ledwie dotknęliśmy tematu. Zwiedzanie Lizbony to nie tylko zaliczanie atrakcji. Dla nas było to głównie snucie się po mieście, po ulicach, placach, skwerach, zaglądanie w zaułki, włażenie na schody … to też mieszkańcy o różnym kolorze skóry, to kolorowy tłum turystów, to kawa, wino i dorsz na wiele sposobów (bacalhau),  to płytki azulejos odpadające z zabytkowych murów, to handlarze narkotyków proponujący towar na ulicy, to uliczni muzykanci, muzyka fado dobiegająca z restauracji, to suszące się pranie rozwieszone na sznurach pomiędzy kamienicami  … Patrzymy na zdjęcia, w tle słyszymy fado i tęsknimy za Lizboną.

Sami zobaczcie zdjęcia. Czy nie macie chęci na spacer nad Tagiem po stromych uliczkach Alfamy? A może kieliszek porto na Placu Rossio?

 

Rue Augusta, główna ulica-deptak, widok na Plac Comercio

 

Piękni mieszkańcy …

 

Plac Rossio

 

Kadedra Se

 

Katedra Se punktu widokowego

 

pranie w Lizbonie wygląda najlepiej

 

Plac Comercio widziany z góry

 

kolorowe podwórko w drodze do Zamku Św. Jerzego

 

jedna z lizbońskich kamienic

 

widok na mury Zamku Św. Jerzego

 

zabytkowa uliczna toaleta, chyba ciągle niestety używana

 

Cais das Colunas nabrzeże przy placu Comercio, kolejny symbol Lizbony

 

Koniec wspomnień, chyba czas na szukanie tanich połączeń lotniczych 🙂

Wyjazd w sierpniu 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *