Piernikowy spacer zimowy

Niby zimy się nie boimy, ale też i specjalnie nie lubimy. Bo i niby za co? Zimno, czasem mokro, wiatr wiejący w twarz wyciska z oczu łzy. Nasza i tak już wątpliwa atrakcyjność spada prawie do zera. Jeszcze to człapanie po śniego-błocie w mieście. Wiecznie utytłane buty i spodnie. I sól wyłażąca na butach w zaskakujących miejscach. Nos czerwony, okulary zaparowane, paluszki zgrabiałe. No wspaniałości. A i jeszcze ta wieczna ciemnica. Wstajesz rano ciemno, z roboty przychodzisz do domu ciemno. Ludzie drodzy, no nic tylko jak we więźniu odliczać dni do końca tej mordęgi.

glinianki, w które dmuchnęła swoim zimnym chuchem Królowa Śniegu

No ale z drugiej strony, jak ten świeży śnieżek spadnie, jak na niego słoneczko zaświeci, a pieski jeszcze nie narobią jest całkiem malowniczo. Poza miastem, a w górach szczególnie, malowniczość +100. My jednak z powodów różnych (głównie z powodu mojej odmiennej sprawności) w górach zimą nie przebywamy. Na nartach albo innych deskach nie jeździmy, po górach w śnieżnych rakietach nie wędrujemy a grzańca możemy się śmiało napić w domu albo w sympatycznym lokalu. Doceniamy, podziwiamy wszystkich, którym do zimowych aktywności oczy się świecą. Szanujemy, pozdrawiamy i mówimy bawcie się sami.

Samotny Piernik na pomoście

Ostatnio jednak raz i drugi udało nam się zmobilizować nasze nadwątlone zimą siły i wyruszyć na długi, zimowy spacer. Dzieci nasze już dorosły, więc ciągnięcie saneczek szczęśliwie odpadło, wnuków jeszcze nie mamy. Pieska też nie a nasz kotek jest jeszcze bardziej ciepłolubny niż my. Nie pozostało nic innego jak wypuścić się na zimowe powietrze w piernikowym składzie 2+0. I wiecie co się okazało? Okazało się, że zima wcale nie jest taka zła i okrutna. Spacer nad wodę (podwarszawskie glinianki) był przepiękny a dodatkowo spotkaliśmy silną grupę morsów. Widok ludzi w strojach kąpielowych, rękawiczkach i czapkach na śniegu przyprawił nas z jednej strony o nieprzyjemny dygot, z drugiej jednak wywołał podziw. Podziw, ale raczej nie chęć pójścia w ich ślady, chociaż wiemy, że uczucie przyjemności i euforii po wyjściu z lodowatej wody oraz aspekty prozdrowotne przemawiają bardzo za tą aktywnością. Nigdy nie mówimy nigdy, ale na razie mówimy – sorry, ale bez nas 🙂

te punkciki po drugiej stronie glinianek to morsy! bez zbliżeń, bo wiecie RODO

Wybraliśmy się ostatniej niedzieli na bardzo zimowy, kilkukilometrowy spacer brzegiem Zalewu Zegrzyńskiego i był to dla nas spacer bardzo odkrywczy. Pierwszy raz (ważne, żeby w naszym wieku robić coś po raz pierwszy!) widzieliśmy Zalew, plażę, spacerowe alejki zlane w jedną biało-szarą całość.

ledwo poznajemy gdzie kończy się plaża a zaczyna woda

Znamy te okolice z letnich, wiosennych i jesiennych odsłon, ale to, co zobaczyliśmy zimą, pod śniegiem było totalnie inne. Kraina śniegu bez kolorów, bez szczegółów, prawie bez dźwięków taka zamrożona, rozmyta troche nierealna. I taka pusta. Latem, czasami jest tu aż za tłoczno, za głośno. Tego dnia, podczas spaceru przez dłuższy czas nie widzieliśmy ani jednego człowieka. Biało i pusto. Niesamowite.

dwa stare bażanty w białej bezkresnej krainie

No i oczywiście chętnie zostalibyśmy dłużej w tej zimowej scenerii, gdyby nie przykre działania uboczne mrozu i wiatru. Nasze delikatne ciała ciężko znoszą takie nieprzyjazne warunki. A kiedy pytałam Piernika czy już czuje się jak Marek Kamiński, zdobywca obu biegunów, tylko coś burczał pod nosem wśród poświstywań wiatru. No i znowu zachwyt nad zimą minął a wizja odpoczynku pod kocykiem była bardzo kusząca. Tylko, że pod kocykiem zdecydowanie przyjemniej odpoczywa się po zimowym spacerze.
Więc drodzy czytelnicy, jeśli jeździcie na nartach, snowboardach, łyżwach, sankach, jabłuszkach albo skuterach śnieżnych i innych wymyślnych zimowych środkach lokomocji to szalejcie dalej i nie śmiejcie się z naszych zimowych osiągnięć.

taki chyba lądolód


Wszystkich ciepłolubnych leniuszków czekających na wiosnę namawiamy jednak na zimowe spacery w pięknych okolicznościach przyrody. Przynajmniej krew szybciej zakrąży w naszych wapniejących żyłach:)

No i byle do wiosny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *