Przedłużony weekend we Lwowie

W końcu przyszedł ten dzień, kiedy mogliśmy wybrać się do Lwowa. Wyjazd planowany od dawna, ale jakoś tak nieskutecznie. Piernik wpadł na ten pomysł na parę dni przed tzw. długim weekendem sierpniowym. Na organizację spokojnego wyjazdu do Lwowa lepiej wybrać inny termin i zaplanować podróż i nocleg z większym wyprzedzeniem. Ale i tak się udało wszystko zorganizować i było pięknie. No i pierwszy raz od długiego czasu wybraliśmy się w podróż pociągiem! No właśnie, po kolei 🙂

Lwowskie Stare Miasto

Jak dojechać do Lwowa?

Oczywiście można dolecieć, dojechać autobusem, samochodem (droga do Lwowa jest przyzwoita, ale trzeba odstać swoje na granicy), blablacarem no i wreszcie pociągiem. Wybraliśmy tę opcję, bo było taniej i mniej męcząco niż samochodem. Poza tym szczerze mówiąc nie mamy doświadczenia w jeździe samochodem po Ukrainie i nie chcieliśmy go teraz zdobywać. Zresztą chodząc po lwowskich chodnikach czy jeżdżąc uberem po lwowskich ulicach cieszyliśmy się, że nie przyjechaliśmy samochodem.

przeszłość i teraźniejszość mieszają się na ulicach

Wyruszyliśmy pociągiem do Przemyśla bladym świtem bo o 5.29 z Warszawy Wschodniej. Po godzinie czekania w Przemyślu wsiedliśmy do pięknego pociągu jadącego do Kijowa i o 16 byliśmy we Lwowie (+1 godzina do polskiego czasu). Wszystko przebiegło zgodnie z planem i bezboleśnie. Dodatkowy atut to płynny przejazd przez granicę, ponieważ kontrola graniczna odbywa się w pociągu. Łączna cena biletów to ok 110 zł w jedną stronę za osobę.

Gdzie spać?

Na długi weekend sierpniowy noclegi we Lwowie rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Chcieliśmy zarezerwować małe mieszkanko z dobrymi opiniami a na dodatek blisko Starówki. Udało nam się zdobyć apartament na ul. Gonty, oddalony ok 200m od Opery Lwowskiej i niewiele więcej od rynku. Cena za 3 noce to 3000 hrywien a średnia opinia na bookingu 9,2 czego więcej chcieć. Mieszkanie znajdowało się na drugim piętrze starej kamienicy.

dojście do naszego apartamentu z tyłu kamienicy …

Kamienicy, której warszawska Praga by się nie powstydziła. Prowadziły do niego wysłużone, drewniane schody a na klatce unosił się specyficzny zapach kotów.

klatka z drewnianymi, wyślizganymi schodami

Samo mieszkanko, choć malutkie było ok. No a lokalizacja zdecydowanie rekompensowała wszystkie inne niedogodności. Noclegów we Lwowie w hotelach, hostelach, airbnb, prywatnych mieszkaniach z bookingu i innych źródeł jest mnóstwo. My zwykle wybieramy swobodę czyli samodzielnie mieszkanie i lokalizację blisko Starego Miasta.

Lwów – pierwsze wrażenie, gdzie wymieniać złotówki i skąd wziąć internet?

Nasz kontakt ze Lwowem zaczął się od przejścia z dworca kolejowego do naszego apartamentu. Sam dworzec bardzo ładny, ale okolice dworca w remoncie. Pierwsze wrażenie mało korzystne – dla nas był to powrót do wczesnej młodości, czyli początek lat 90-tych ubiegłego stulecia. Handel wszystkim czym się da i wszędzie gdzie się da. Nierówne chodniki, dziury w jezdniach, ogólnie szaro i po prostu biednie.

Po drodze z dworca w kierunku Opery Lwowskiej wymieniliśmy złotówki na hrywny. I tu uwaga, nie wymieniajcie walut od razu na dworcu, im dalej od dworca tym kurs wyższy. Ale na Starym Mieście, blisko rynku znowu niższy. Stara zasada – im więcej ludzi tym gorszy kurs we Lwowie ma również zastosowanie. Różnice naprawdę spore za 1zł przy dworcu płacili 6,12 hrywien, nieco dalej nawet 6,34 a w rynku 6,00 hrywien.

Połączenia telefoniczne i internet na Ukrainie są drogie, więc kupiliśmy w punkcie Vodafone kartę SIM z nielimitowanym internetem za 75 hrywien. Zdecydowanie warto, zwłaszcza, że nie mieliśmy mapy, przewodnika i internet był nam prawie niezbędny do życia.

całować, nie całować … kolejny zaułek na Starym Mieście

Co widzieliśmy we Lwowie

Wieczorny spacer po starówce i kolejne dwa dni złagodziły pierwsze, nie najlepsze wrażenie, jakie wywarł na nas Lwów. Trzeba spędzić we Lwowie nieco więcej czasu, pozaglądać w różne miejsce, te znane i może mniej znane, w bramy, podwórka, urokliwe knajpki, spojrzeć na Lwów z góry i dać mu szanse na zaprezentowanie się.
Nas Lwów zaczął wciągać i chcielibyśmy dać mu możliwość ponownego spotkania:). Już myślimy o powrocie.

A co widzieliśmy w dwa dni?

Rynek i okalające go 44 kamienice,

Lwowski Rynek Starego Miasta

kryjące w swoich podwórkach, piwnicach i na swoich dachach mnóstwo ciekawostek. Jakich?

Np. Włoskie podwórko, przy Rynek 6 zwane nieco na wyrost Małym Wawelem.

Włoskie Podwórko

Jest to podwórko Kamienicy Korniakta lub Kamienicy Jana III Sobieskiego. Obecnie mieści się tu Lwowskie Muzeum Historyczne, które sobie odpuściliśmy. Za to wypiliśmy dobrą kawę, zjedliśmy strudel wiśniowy i sernik (no oczywiście po pałom czyli na pół) przy akompaniamencie wiolonczeli. Mogliśmy również podglądać dwie sesje zdjęciowe nowożeńców. Sami jak widać również zdjęcia robiliśmy. Miejsce jakich wiele w Europie, we Lwowie może trochę nietypowe, warto zajrzeć ale nie jest to absolutne „must see”. Wstęp na podwórko płatny 10 hrywien.

Z Rynku koniecznie wybierzcie się na ratuszową wieżę,

Ratusz na Rynku i wieża z tarasem widokowym

z której rozpościera się panorama na Lwów. Z naszej grupy do tego zadania został wydelegowany Piernik, bo nogi ma mocne a wzrok całkiem jeszcze dobry (oczywiście w okularach). Schody na górę wymagają nieco lepszej kondycji niż ta, jaką dysponuje druga część drużyny. Kasa znajduje się na 3 piętrze ratusza. Pomimo informacji, że można płacić kartą kasjerka oznajmiła „nie rabotajet” a gdy Piernik wyjął banknot 500 hrywnowy został przez panią opierniczony, bo pani nie miała wydać. Po wysupłaniu ostatnich drobnych dało się wejść. Koszt 40 hrywien. Wysiłek jest wynagradzany takimi oto widokami.

Widok z Wieży Ratuszowej

Nieopodal rynku znajdziecie Katedrę Ormiańską, z II poł. XIV w. w czasach ZSRR pełniła funkcję magazynu Lwowskiej Galerii Obrazów i dopiero w roku 2000 została zwrócona Ormianom.

Katedra Ormiańska

Katedra wchodzi w skład kompleksu budynków klasztornych otoczonych uliczkami Ormiańską, Krakowską i Łesi Ukrainki. Wejście do samej katedry niepozorne od ul. Krakowskiej. Cały Zaułek Ormiański jest jednym z bardziej malowniczych miejsc na lwowskim Starym Mieście. My będąc w katedrze trafiliśmy na polską wycieczkę, której gospodarz katedry zaprezentował próbkę ormiańskich śpiewów. Naprawdę niezwykłe, posłuchajcie …

Okolica bardzo malownicza, nic dziwnego, że stanowi kolejny plener fotograficzny dla ukraińskich nowożeńców.

Kwartał Ormiański

Dom Legend – kamienica przy ul. Starojewrejskiej 48, częściowo zamknięta w czerwcu 2019, jeszcze niedawno bardzo popularne wśród turystów miejsce.

Kamienica, w której mieści się Dom Legend

Kamienica ma ciekawą fasadę. Restauracji, która zajmowała kilka pięter (każda sala to inna legenda) już nie ma. Jest natomiast sklep z pamiątkami oraz taras widokowy z niespodzianką.

Trabant na dachu Domu Legend

Koniecznie wejdźcie po drewnianych schodach na samą górę. Dach Domu Legend jest kolejnych miejscem, z którego możecie spojrzeć na Lwów z góry.

Dach Domu Legend jest dobrym punktem obserwacyjnym

A wieczorem o 21.30 (przynajmniej w sierpniu) gromadzą się tłumnie turyści z odpalonymi kamerkami swoich smartfonów, żeby posłuchać kominarza, zobaczyć tramwaj jeżdżący po fasadzie budynku, no i żeby odwiedzić smoka.

A wieczorem pod Domem Legend …

Pokaz jest tak … rozczarowujący, że przyszliśmy tam drugiego wieczoru, żeby sprawdzić czy na pewno wszystko widzieliśmy za pierwszym razem :). Okazało się, że jednak widzieliśmy wszystko. Ale i tak warto tam się wybrać bo okolica urokliwa i reakcje ludzi niepowtarzalne.

Naprzeciwko Domu Legend mieści się restauracja żydowska Pod Złotą Różą, bardzo klimatyczne miejsce, podobno dobra kuchnia, a rachunki można negocjować (menu bez cen).

Restauracja Pod Różą


Po lewej stronie Domu Legend znajdziecie kawiarnię z takimi pięknie odrestaurowanymi piecami w środku.

Krok za restauracją żydowską jest miejsce po synagodze Złota Róża zbudowanej w 1582 roku, a doszczętnie zniszczonej w 1942 roku.

Miejsce z pozostałością po Synagodze Pod Złotą Różą

Czytając napisy na płytach znajdujących się przed ścianą byłej synagogi popadamy w zadumę.

Przed wojną we Lwowie było ponad 100 synagog. Obecnie jest tylko jedna odzyskana w 1989 roku (była magazynem). Resztę pochłonęła II wojna światowa.

Głównym i najbardziej znanym deptakiem Lwowa jest Prospekt Swobody. Początek Prospektu wyznacza pomnik Adama Mickiewicza natomiast koniec z daleka widoczna Opera Lwowska. 

pod Operą Lwowską

W czasie gdy nie ma prób ani przedstawień teatr jest udostępniony do zwiedzania – bilet 80 hrywien. Można przejść się po jego reprezentacyjnych korytarzach, zrobić zdjęcie na marmurowych schodach w westybulu,

Westybul Opery

z pierwszego poziomu spojrzeć na scenę, widownię i bogato zdobione loże i balkony

Na widowni

lub odpocząć w sali lustrzanej.

reprezentacyjna Sala Lustrzana

Melomani oczywiście decydują się na kupno biletu (ceny już od 50 hrywien), na któreś z kilkudziesięciu wystawianych tam przedstawień.

Po Lwowie naszym zdaniem warto się po prostu snuć bez dużego i mocno napiętego planu.

Gdzieś na Starym Mieście …

I tak trafimy na główne atrakcje miasta, a przy okazji możemy zahaczyć o dwa znane targi.

Targ Bukinistów, znajduje się przy ul. Podwale niedaleko Rynku

Tu można wyszukać książkowe perły

albo pchli targ Wernisaż przy Operze Lwowskiej, ciekawe miejsce ale zdecydowanie pod turystów lub kolekcjonerów.

Stylizowane na ludowe ukraińskie koszule, sukienki, ręcznie robiona biżuteria, biżuteria made in China, wszelkiego rodzaju starocia dla koneserów … jest co oglądać

Podczas snucia się po Lwowie trafiliśmy na jedną z okazalszych budowli Lwowa – Pałac Potockich. Znajduje się trochę na uboczu ale warto zobaczyć choćby z zewnątrz.

Pałac Potockich

W środku znajduje się Lwowska Galeria Sztuki

Polecamy odwiedzenie Uniwersytetu Lwowskiego, (w sierpniu jeszcze bez studentów). Piękny budynek na wprost parku Ivana Franka (dobre miejsce na odpoczynek przy sprzyjającej pogodzie)

Uniwersytet Lwowski z zewnątrz
i w środku

Niedaleko od Uniwersytetu znajduje się działające do II wojny światowej Kasyno Szlacheckie, przemianowane przez komunistów na Dom Naukowców.  Miejsce warte odwiedzenia ze względu na bardzo ciekawą fasadę

Fragment fasady Domu Naukowców

jak i naprawdę piękne wnętrze.

Schody, schody, schody … te w Domu Naukowców są przepiękne
Wnętrza Domu Naukowców, a w zasadzie byłego kasyna robią wrażenie

Nie ma biletów ale za wejście płaci się u pana ochroniarza?, dozorcy? gospodarza? – koszt 40 hrywien (ciekawe jak on to rozlicza, kasy fiskalnej niet)

Jedną z cech Lwowa jest jego wielowyznaniowość. Obok kościołów rzymskokatolickich, katedry ormiańskiej, kościołów prawosławnych warto odwiedzić stojący na niewielkim wzgórzu Sobór Św. Jura, świątynię Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego.

Sobór Św. Jura

Drugi dzień pobytu postanowiliśmy rozpocząć od wizyty na Cmentarzu Łyczakowskim Początkowo chcieliśmy pojechać tam Uberem, ale sprawdziliśmy, że z Rynku dojeżdża na cmentarz tramwaj nr 1. Postanowiliśmy sprawdzić lwowską komunikację miejską. Tramwaje (w większości bardzo wysłużony tabor) jeżdżą dość często a nr 1 zatrzymuje się przed samą bramą cmentarza. Bilet jednorazowy kosztuje 5 hrywien, czyli mniej niż 1 zł, a sam przejazd tą maszyną jest kolejną wycieczką w przeszłość.

Cmentarz Łyczakowski Polakom głównie znany jest z kwatery polskich obrońców Lwowa, poległych w walkach z Ukraińcami i bolszewikami w latach 1918-1920 r. tzw. Cmentarz Orląt Lwowskich. Wejście na cmentarz płatne 40 hrywien, możliwość fotografowania dodatkowo 10 hrywien. Miejsce spoczynku Orląt Lwowskich znajduje się na końcu cmentarza.

Cmentarz Orląt Lwowskich

Warto też przespacerować się po jego najstarszej części (plan można kupić w kasie biletowej cena 20 hrywien). Cmentarz Łyczakowski to jedna z najstarszych nekropolii w Europie. Jest pięknie położony, zadrzewiony i pełen zabytkowych pomników.

Cmentarz Łyczakowski


Na cmentarzu pochowanych zostało wielu zasłużonych Polaków m in Gabriela Zapolska, Maria Konopnicka czy Artur Grottger. Dobre miejsce na spacer i chwilę refleksji, chociaż przy pędzących co chwila polskich wycieczkach ciężko pobyć w ciszy i spokoju 🙂

Z Cmentarza Łyczakowskiego dojechaliśmy Uberem (koszt 50 hrywien) w okolice Starego Zamku. Wspięliśmy się na Kopiec Unii Lubelskiej, gdzie z tarasu widokowego można podziwiać wspaniałą panoramę Lwowa. Jedyną przeszkodą były tłumy ludzi. Taki tłum może spowodować, że odechciewa się oglądania choćby najpiękniejszego widoku. Dzielnie daliśmy jednak radę.

Uwaga dla osób słabszych kondycyjnie – na taras widokowy prowadzą schody wijące się wokół kopca. Jest ich sporo, miejscami trochę wyślizgane, ale z pomocną dłonią można zarówno wejść, jak i zejść (co bywa trudniejsze)

Lwów z Kopca Unii Lubelskiej

Podwórko Zagubionych Zabawek – odwiedziliśmy to miejsce, ponieważ znajdowało się zaraz za kamienicą, w której mieszkaliśmy. Podwórko, a w zasadzie miejsce pomiędzy dwoma ścianami starej, obdrapanej kamienicy wypełnione równie starymi, podniszczonymi zabawkami wywołało w nas mieszane uczucia. Widok jest jednak na tyle … osobliwy, że gdybyście byli w pobliżu, warto zerknąć na tę „wystawę”.

Podwórko Zagubionych Zabawek

Wieczór na Rynku we Lwowie, ciepły, sierpniowy spędziliśmy wyjątkowo przyjemnie. Poza miejscami radosnymi dla podniebienia (o czym poniżej) można znaleźć miejsca, które nieco uradują też ciało i ducha.
Np. potańcówka na dechach przy rynku, gdzie grupa zawodowych tancerzy w stylizowanych na przedwojenne strojach dała popis tanecznych umiejętności.

Zgromadzeni ludzie chętnie dołączali i tańcowali również. Uroczy, klimatyczny obrazek, żadnego disco.
Również uliczni lwowscy grajkowie dają sporo radości. Trafiliśmy na fajny koncert chłopaka, który zgromadził wokół siebie rzeszę słuchaczy, którzy wspierali go wokalnie. Nie wiedzieliśmy o czym były wykonywane pieśni ale jakoś tak chwytały nas za stwardniałe serduszka.

Lwów gastronomicznie

Nasz pobyt we Lwowie był krótki i nie byliśmy wszędzie i nie spróbowaliśmy wszystkiego tego, czego chcieliśmy spróbować.

Jedno jest pewne, we Lwowie rzeczywiście jest bardzo dobra kawa.

W czasie naszego pobytu nie udało nam się dostać do kilku miejsc okrzykniętych w internecie jako absolutnie wybitne, czyli

do restauracji Baczewski, przed którą od rana do zamknięcia stoi kolejka. Opinie dotyczące jakości jedzenia i serwisu są różne, my zdania nie mamy. Chcieliśmy je sobie wyrobić, bo restauracja jest bardzo ładna, ale wolny stolik zaproponowano nam najwcześniej 2 dni po naszym wyjeździe!

restauracja Baczewski


do kawiarni Virmenka, gdzie parzona jest kawa na rozgrzanym piasku, podobno pyszna, ale wolnych stolików było brak. Jednak za rogiem znaleźliśmy alternatywę (kawa też pyszna a tort serowy – niebo w gębie)

po prostu lwowska kawiarnia


do Gazowej Lampy  weszliśmy, z Łukasiewiczem się przywitaliśmy,

fota z Łukasiewiczem i naftową lampą
wnętrze Gazowej Lampy

ale nie mieliśmy ochoty na drinki – a te są polecane. Ciekawy jest sposób ich podawania, również wręczania rachunku, ale tego nie będziemy zdradzać, sprawdźcie sami.

Gazowa Lampa

Za to byliśmy w innych popularnych miejscach

Puzata Chata – bardzo popularna (także wśród polskich wycieczek) duża restauracja, a w zasadzie bar samoobsługowy z niezłą kuchnią, dużym wyborem i umiarkowanymi cenami. (we Lwowie są dwa lokale tej sieci)

Premiera Lwowska – polska restauracja z ukraińską kuchnią, jedzenie dobre, ceny również. Obiad (bardzo dobra czanacha, barszcz ukraiński, pielmieni, pierogi ruskie, piwo lwowskie i kwas chlebowy) koszt 250 hrywien

kwas chlebowy w Premierze Lwowskiej

Pijana Wiśnia – miejsce gdzie można skosztować i kupić słynną wiśniową lwowską nalewkę. Kieliszek nalewki z łyżką pijanych wiśni – 40 hrywien Uwaga wiśnie są z pestkami. Znaleźliśmy trzy lokalizacje pijanej wiśni. Najbardziej oblegana oczywiście – w rynku.

Pijana Wiśnia

Lwów słynie min. z tego że serwują tam przepyszną kawę – potwierdzamy kawa jest wyborna. W rynku znajduje się Kopalnia Kawy. Wchodząc do podziemi kopalni musimy założyć kask a później możemy zobaczyć jak niebezpieczne jest wydobycie kawy:).

Fajna fota, prawda? 🙂
Piernik prawie jak górnik

W Kopalni Kawy gości jest oczywiście cały tłum. Stoliki znajdziecie na dole i na dziedzińcu. Bardzo fajne miejsce, ale bardzo „oblepione” turystami. Po wyjściu z kopalni można kupić w ichniejszym sklepie „świeżo wydobytą i na miejscu paloną kawę”. Świetna pamiątka ze Lwowa, chociaż nietrwała. My wypiliśmy swoją bardzo szybko, ale po prostu była bardzo dobra.

Kopalnia Kawy – sklep

Pysznej czekolady możemy skosztować i kupić różne jej rodzaje w Manufakturze Czekolady. Kilkupiętrowa kamienica, w której mieści się sklep, czekoladownia i taras widokowy. Również świetne miejsce na wypicie kawy, dla nas jednak zbyt tłoczne.

Manufaktura Czekolady

Knajp, knajpek, knajpeczek w rynku i okolicach jest bez liku. Aby przyciągnąć turystów potrzebny jest pomysł. Nas zaintrygowała Restauracja Poczta ze wspaniałą kolekcją starych kart pocztowych, skrzynek, stempli i tajemniczych maszyn pocztowych.

Restauracja Poczta

Na piwko można wybrać się do teatru:) Prawda – teatr piwa mieści się w kamienicy w rynku. Produkowanych jest kilka rodzajów piw kraftowych. Na parterze jest sklep z piwem i gadżetami a piętra zajmują stoliki. Lokal jest całkiem spory.

Prawda – Teatr Piwa

Można tu kupić min. piwo Trump – Imperial Mexican Lager 7,2% alk. , Frau Ribbentrop – pszeniczne 4,5% alk z podobizną Angeli Merkel, Obama Hope -stout w amerykańskim stylu 6,2% alk, czy najpopularniejsze Putin Huilo (co w tłumaczeniu znaczy Putin chuj). Putin jest mocny – 8% alk.
Podobiznę Putina spotkaliśmy również na papierze toaletowym czy wycieraczce do butów. Odważnie, ale trudno się dziwić Ukraińcom, że delikatnie mówiąc nie darzą Putina szacunkiem i sympatią. Na II poziomie restauracji jest również scena, na której wieczorami czas uprzyjemnia coverowy zespół.

Co do jedzenia i cen, odejście od Rynku i miejsc turystycznych gwarantuje spadek cen. W zwykłej budce gastronomicznej widzieliśmy np. porcję raków w cenie 60 czy 70 hrywien za 100g, u nas nie do powtórzenia. W sklepach spożywczych często stoi stolik czy dwa, przy których można zjeść śniadanie lub inne miejscowe frykasy i popić wódeczką za bardzo przyzwoitą cenę, niespotykaną w miejscach oblepionych turystami. Następnym razem poszukamy takich właśnie miejsc małe conieco.

A w sklepie spożywczym można napełnić swoje naczynko winem z plastikowego baniaka …

A jak ze Lwowa wrócić?

Powrót ze Lwowa do Warszawy również miał przebiec bezboleśnie, ale jak zwykle Piernikom coś się musi popierniczyć. Tym razem były to dworce autobusowe. Mieliśmy trafić na Dworzec Zachodni na ul. Horodeckiej a pojechaliśmy na Główny Dworzec przy ul. Stryjskiej. Sami nie wiemy jak to się stało. Tam małomiła (o ile jest takie słowo) pani w kasie powiedziała nam, że „tut awtobusow do Szegini niet!, byli a tiepier niet”.

I cóż robić ? W pierwszej chwili zamówiliśmy Ubera, żeby zawiózł nas na Dworzec Zachodni ale przecież i tak nie zdążymy na marszrutkę, którą mieliśmy dotrzeć na granicę a nie wiadomo, o której będzie następna. Podjęliśmy decyzję, że zaszalejemy i pojedziemy Uberem do Szegini. Sympatyczny kierowca dowiózł nas na samo przejście graniczne, a koszt tej przejażdżki okazał się niewiele większy niż cena biletu za pociąg I klasy z Przemyśla do Lwowa. Zapłaciliśmy niecałe 820 hrywien czyli ok 130 zł.

Pieszo przez granicę

Przejście granicy ukraińsko-polskiej na piechotę w przypadku obywateli UE nie jest kłopotliwe. Kolejka jaką zobaczyliśmy do przejścia, kilkaset osób oddzielonych wysoką siatką, trochę nas przeraziła. Zaraz jednak ktoś uprzejmy podpowiedział, że my stać nie musimy. Wystarczy przecisnąć się lewą stroną przy siatce, przejść kilkadziesiąt metrów mijając tłum i stanąć do kolejki dla obywateli Uni i Szwajcarii. Super, byliśmy obywatelami pierwszej kategorii, uprzywilejowanymi. Ale satysfakcji nie odczuwaliśmy. Ten tłum ludzi na dworzu, czekających na dojście do budynku kontroli granicznej zrobił na nas przygnębiające wrażenie. Pamiętamy czasy, kiedy nas, Polaków takie przeprawy też dotyczyły. Ale to naprawdę odziera ludzi z godności. Pobyt na Ukrainie, nawet taki krótki, uświadomił nam po raz kolejny, że mimo tego, co myślimy żyjąc w Polsce, żyjemy wygodnie i dostatnio. Tak, są kraje bogatsze niż Polska, ale większość ludzi na świecie żyje znacznie skromniej. Warto sobie to uświadomić.

Po polskiej stronie

Po przejściu granicy i minięciu handlarzy proponujących zakup wódki i papierosów, (nie skorzystaliśmy:) doszliśmy do przystanku, na którym stał autobus do Przemyśla. Za całe 2 zł polskie od głowy, można się nim wygodnie dostać pod przemyski dworzec kolejowy. A ten jest wyjątkowo ładny, jeden z ładniejszych , jakie widzieliśmy (obok dworców w Bielsku-Białej i Malborku). Mieliśmy w Przemyślu 2 godziny czasu, więc pogalopowaliśmy na Stare Miasto i wzgórze zamkowe. A później pociągiem do Warszawy już bez większych przygód. Wiemy tylko, że lwowską przygodę chcemy powtórzyć.

wnętrze dworca kolejowego w Przemyślu
Zamek na wzgórzu

wyjazd sierpień 2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *