Tajlandia 2019/2562 odwiedzamy słonie

Sanktuaria słoni

Planując wycieczkę na północ Tajlandii, zastanawialiśmy się czy w naszym planie brać pod uwagę wizytę w ośrodkach, gdzie są trzymane słonie.

trąba słoniowa to nawet do 150.000 mięśni, taki niezwykły nos

NIE, nie chcieliśmy na nich jeździć! Przygotowując się do spotkania ze słoniami poczytaliśmy nieco o okrutnym rytuale phajaan czyli łamaniu ducha młodego słonia. Żadne dzikie zwierzę nie będzie dobrowolnie służyć człowiekowi, to jasne, ale phajaan jest wyjątkowo okrutny. A my w żaden sposób, nawet biernie nie chcemy uczestniczyć w takich procederach.

Poza tym słoń indyjski nie jest, mimo gabarytów gotowy na wożenie siedzących na drewnianych konstrukcjach turystów. Jest to gatunek zagrożony wyginięciem o czym nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Po kąpieli wodnej i błotnej dobrze znowu coś zjeść …

No więc odwiedzać słonie czy nie? W Tajlandii powstało obecnie sporo miejsc zwanych sanktuariami słoni. Turyści odwiedzający te miejsca nie jeżdżą na słoniach. Mogą za to je karmić, kąpać czy spacerować z nimi. Czytaliśmy, że często miejsca takie przygarniają słonie sieroty, słonie po przejściach, słonie, które kiedyś bardzo ciężko pracowały na rzecz człowieka. W takich sanktuariach mają szanse na godniejsze życie. Jaka jest prawda – nie wiemy. Chcieliśmy w to wierzyć, ale wydaje się, że takie miejsca, a powstało ich sporo w Tajlandii, to miejsca bardziej dla turytów a mniej dla słoni. Opiekunowie słoni robią wszystko, żeby turysta płacący w końcu niemałe pieniądze był zadowolony.

jak miło gasi się pragnienie wodą ze strumienia …


Musimy też szczerze przyznać, że słonie w miejscu, które odwiedziliśmy w ogóle nie wyglądały na zaniedbane, zastraszone czy nieszczęśliwe. Mieliśmy jednak wrażenie, że to wciąż jest dla nich praca. Zjadać grzecznie banany dawane przez turystów, trąbić na wezwanie opiekuna, dać się umyć czy nasmarować błotem. Czy to ciężka praca dla słoni? Nie wiemy, wydaje się, że znacznie lżejsza i przyjemniejsza niż wożenie turystów na własnym grzbiecie. Jak jest naprawdę wiedzą tylko słonie, ale nam tego nie powiedzą. Pewnie większość z nich nie zna innego życia, więc jest OK.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się jednak na spędzenie dnia z tymi niezwykłymi zwierzętami. Wybraliśmy miejsce, które miało w internecie opinie etycznie prowadzonego ośrodka.

Elephant Jungle Sanctuary

Elephant Jungle Sanctuary to już sieć sanktuariów słoni. Mają swoje obiekty w 4 lokalizacjach, w okolicach Chiang Mai, gdzie byliśmy oraz w Pattaya, Phuket i Samui.

Elephant Jungle Sanctuary camp 9 wita

Jak możemy dowiedzieć się ze strony Elephant Jungle Sanctuary, projekt został powołany do życia w lipcu 2014 roku jako wspólna inicjatywa ludzi z plemienia Karen oraz mieszkańców Chiang Mai zaniepokojonych losem słoni w Tajlandii. W obiekcie są słonie w różnym wieku i z różną historią, a
ich opiekunowie sprawiają wrażenie osób, które znają swoich podopiecznych i chcą dla nich jak najlepiej.

Nie zmienia to faktu, że projekt ten jest wielkim przedsięwzięciem turystycznym. A obiektów podobnych do tego, w którym byliśmy jest w okolicy Chiang Mai, naprawdę wiele. W każdym hotelu, w każdej agencji turystycznej w tym mieście, znajdziecie ofertę odwiedzenia etycznie prowadzonego sanktuarium dla słoni. Wycieczki nie są tanie, zwłaszcza jak na realia tajskie, więc trudno się oprzeć wrażeniu, że jednak bardziej chodzi tu o interes niż o dobro słoni. Jeśli jednak ratowanie słoni z życiowych opresji i zapewnienie im bezpiecznego życia połączono z umożliwieniem turystom obcowania z tymi niezwykłymi zwierzętami, to chyba jest OK.

Najmłodszy mieszkaniec campu

Naszą wycieczkę kupiliśmy bezpośrednio w biurze Elephant Jungle Sanctuary w pobliżu Old City w Chiang Mai (przy głównej ulicy odchodzącej od Bramy Wschodniej The Phae Gate, Thapae Road).

Zdecydowaliśmy się na opcję półdniową od 8.30 do 13.30. Do wyboru jest jeszcze pół dnia po południu, cały dzień lub dzień z noclegiem.

Koszt takiej półdniowej wycieczki to 1.700 baht za osobę.
W cenie transport z/do hotelu, lunch na miejscu, banany dla słoni, woda, herbata, kawa, książeczka z ciekawostami o słoniach i zdjęcia na miejscu, robione przez obsługę campu.

W umówionym czasie (z założoną 30 minutową czasową tolerancją) przyjechał po nas do hotelu pickup.

Razem z nami jednym samochodem jechali turyści z USA, Kanady, Australii i Meksyku, łącznie 10 osób. Słuchaliśmy snutych po drodze opowieści światowców, obieżyświatów, więc droga upłynęła szybko i przyjemnie.

Dojazd na miejsce zajął nam ok. 1h (camp jest położony 60 km od Chiang Mai).

Karmienie słoni

Nasza grupa przedpołudniowa liczyła ok. 30 osób. My byliśmy po pierwsze jedynymi osobami z Polski, a po drugie, może poza jedną Japonką, najstarszymi uczestnikami. Kurcze, gdzie są nasi rówieśnicy?:)

Pobyt w campie zaczął się od powitania, przebrania w stroje plemienia Karen, przedstawienia się zarówno opiekunów słoni jak i turystów (spokojnie, tylko imię i kraj:). Otrzymaliśmy też w pigułce wiedzę o słoniach, ich życiu i zwyczajach i krótką informację o mieszkańcach tego campu i o przebiegu wizyty.

Pierniki na krótkim wykładzie o słoniach

Zaczęliśmy od przywitania się ze słoniami. Było ich 8 sztuk, najstarsza nazwana przez nas po prostu babcią miała 76 lat, najmłodszy mieszkaniec campu miał kilka miesięcy.

Pierwsze spotkanie ze słoniami
poczciwa, spokojna babcia … zgadnij która?

Do przełamania lodów posłużyły przygotowane przez opiekunów banany, którymi mogliśmy karmić słonie. Zjadały tak jakby nie jadły od dawna. Słonie zjadają nawet do 250 kg jedzenia dziennie (każdy), więc parę kilo bananów podanych przez turystów, jest zaledwie skromną przekąską.

Młody ma apetyt

Po karmieniu słoni, przeszedł czas na przejście nad bajorko i przyniesienie snopów suchych trzcin, które słonie z wielką chęcią również palaszowały.

lans ze snopkiem 🙂
nasz szary przyjaciel
obie zadowolone 🙂

Kąpiel słoni i nacieranie błotkiem

Po przekąsce przebraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy do pobliskiego bajorka, gdzie słonie mogły się wytaplać w wodzie. Turyści mieli okazje pooblewać słonie wodą z misek, przy okazji również
się chłodząc. W bajorku podłoże jest błotniste i śliskie, więc dobrze mieć buty do wody, ale i one nie gwarantują bezpieczeństwa. Woda w bajorku jest koloru błota i przez chwilę mieliśmy moment zawahania – wchodzić do tej wody, czy nie?

Ostatecznie weszliśmy razem ze wszystkimi uważając tylko, żeby się w tej wodzie nie wywalić i nie dać się nikomu stratować 🙂 Pierniki w bajorze ze słoniami. Tego jeszcze nie było 🙂

wspólna kąpiel ze słoniami jest dość niecodzienna

Radość i uciecha była spora, z tymże dla nas chyba mniejsza niż dla większości uczestników kąpieli.

szorowanie babci

Najstarsza słonica nie brała udziału w igraszkach wodnych, ale żeby nie była poszkodowana, zorganizowana została dla niej kąpiel przy użyciu wody z węża. Słoniową babcię można było umyć szczotkami. Babcia podczas kąpieli stała grzecznie i cierpliwie znosiła zabiegi pielęgnacyjne.

Następnym punktem programu było smarowanie słoni błotem.

kąpiel błotna, frajda dla turystów i słoni

Czynność sprawiła sporo radości turystom. Słonie również były zadowolone, ponieważ taka warstwa błota jest dla ich skóry świetną ochroną przed słońcem. Skóra słoni wbrew powszechnej opini wcale nie jest jak skorupa, która chroni przed wszystkim. Jest gruba i szorstka, ale przy tym jednak delikatna. Jest też miejscami pokryta rzadkimi włosami. Słonie azjatyckie są najbardziej „owłosionym” gatunkiem słoni. Trzeba przyznać, że pojedyncze włoski na głowie słonia wyglądają dość zabawnie.

i po kąpieli, a wyglądają jakby były przed …

Po wymazaniu błotem siebie i słoni trzeba umyć się pod prysznicem i po przebraniu w czyste i suche rzeczy można przystąpić do lunchu. Przez cały czas pobytu w campie obsługa robi zdjęcia, które są podlinkowane na facebooku, do pobrania przez 2 miesiące.

tak wygląda umyty i nakremowany słoń:)

Podglądanie słoni w dżungli

Ostatnim punktem programu jest przejście kawałek od campu w stronę dżungli i „pożegnanie” się ze słoniami. Można podejrzeć tam naszych wielkich znajomych w prawie naturalnych warunkach.

Dla nas to miejsce i taka możliwość była jednym z piękniejszych momentów w czasie tej wycieczki. Słonie, to niezwykłe zwierzęta. Możliwość podpatrzenia ich „na wolności” była bardzo cenna. Nie będziemy opowiadać bajek, jak to przedzieraliśmy się godzinami przez dżunglę w upale, żeby zrobić takie zdjęcie. To miejsce oddalone jest o kilka minut marszu od campu. Dojście nawet dla osób sprawnych nieco inaczej jest łatwo dostępne. Ale wrażenie jest, prawda?

Czy polecamy odwiedziny w takim miejscu?

Czy wybralibyśmy się wiedząc jak przebiega taka wizyta?

Czy jesteśmy zadowoleni z wyboru?

3 x TAK.

Nawet z wątpliwościami opisanymi na początku tego posta. W Polsce nie mamy żadnych możliwości obcowania z tymi zwierzętami w tak swobodny i naturalny sposób, więc żal byłoby nie skorzystać z tej możliwości będąc w Tajlandii. Zanim jednak udacie się do takiego miejsca, sprawdźcie opinie o nim i upewnijcie się, że w tym miejscu jest dobrze nie tylko turystom, ale i słoniom. Elephant Jungle Sanctuary wydaje się być takim właśnie miejscem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *