Tajlandia 2019/2562 z Chiang Mai na Koh Chang

Piernikowe podróżowanie po Tajlandii

Po pięciu intensywnie spędzonych dniach w Chiang Mai i okolicach, przyszedł czas na przemieszczenie się do miejsca, gdzie mieliśmy odpocząć i naładować akumulatory. Na odpoczynek wybraliśmy tym razem wschodnie wybrzeże (poprzednio były to okolice Krabi ) a konkretnie wyspę Koh Chang. Aby stracić jak najmniej czasu na pokonanie ponad tysiąca kilometrów dzielących oba miejsca, postanowiliśmy, że z Chiang Mai do Bangkoku polecimy samolotem. Dalej mieliśmy pojechać busem. Przelot zarezerwowaliśmy jeszcze w Polsce. Wybraliśmy Air Asia, którymi to liniami lecieliśmy podczas poprzedniej wyprawy do Surat Thani .

Bangkok – Koh Chang

Czytaliśmy w internetach, że z Bangkoku można dostać się na wyspę Koh Chang busami odjeżdżającymi z dworca Ekkamai lub Mochit New Van Terminal. Z lotniska Dong Muang, na którym wylądowaliśmy, bliżej jest do dworca autobusowego Mochit. Sprawdziliśmy cenę za przejazd Grabem, wyszło 400 baht, z kolei pan z biura obsługi lotniskowych taksówek krzyknął 700 baht (no bez przesady odległość ok. 15 km). Ten sam pan podpowiedział nam jednak, że na dworzec autobusowy Mochit jeździ też autobus S1 koszt 30 baht. Co prawda nie każde S1 przejeżdża przez dworzec ale przy wsiadaniu wystarczy zapytać bileterki. Wybraliśmy opcję autobusową z oczywistych względów.

Po dotarciu na dworzec Mochit oczywiście zamiast udać się na drugą stronę ulicy gdzie znajdował się New Van Terminal, wbiliśmy do głównego budynku dworcowego. Tradycją naszych wyjazdów jest błądzenie, gubienie się, nagłe zmienianie kierunków, zastanawianie, kombinowanie, całkiem jakbyśmy chcieli kogoś zgubić, zatrzeć ślady czy jak… Zacieranie śladów następuje zwykle przez dreptanie w kółko :). Ale wróćmy do meritum, czyli jak dojechać na Koh Chang.

takimż to eleganckim busem podróżowaliśmy

Z tego co czytaliśmy przed wyjazdem, vany dowożą turystów bezpośrednio do portu, z którego odpływają promy na Koh Chang. W cenie przejazdu busem (450 baht) jest również bilet na prom. My jednak, jak przystało na spierniczałe gapy poszliśmy w drugą stronę i znaleźliśmy się na dworcu autobusowym, z którego odjeżdżają normalne autobusy. Pomyłka wyszła nam w sumie na dobre. Okazało się, że z dworca autobusowego również jeżdżą (co prawda dwa czy trzy na dobę) autobusy do Tratu. Do Tratu, nie na Koh Chang.

Nastąpiła krótka chwila wahania przy okienku. Pani sprzedająca nam bilety na autobus (dwa ostatnie) powiedziała, że z Tratu na pewno bez trudu dostaniemy się do przystani promowej. Zapewniała z uśmiechem „easy, easy” :). Uwierzyliśmy jej, szybko kupiliśmy dwa ostatnie bilety do Trat i udaliśmy się na stanowisko, z którego odjeżdżał autobus.

Przy wsiadaniu do autobusu oczywiście kierowca zapytał dokąd docelowo jedziemy. Już nas to nie dziwi bo wiemy, że nie jest to ciekawość a chęć pomocy czy lepszego zaplanowania podróży.

Autobus okazał się być całkiem wygodny, dużo miejsca na nogi, odchylane fotele, klimatyzacja a w cenie biletu (259 baht), croissant, woda i tajskie filmy.

większość pasażerów autobusu stanowiło tajskie wojsko

Po drodze zatrzymaliśmy się przy barze gdzie można było kupić obiad i wyskoczyć za potrzebą. Obiad dobry a toalety czyste, niczego więcej w podróży nie potrzebujemy.

Niedaleko przed Tratem steward, który był również obecny na pokładzie busa powiedział, że osoby podróżujące docelowo na Koh Chang (oprócz nas była jeszcze para Francuzów) mają wysiadać. Okazało się, że autobus dowiózł nas do miejsca, w którym na podróżujących komunikacją państwową, czekają pickupy dowożące do portu promowego. Wszystko zorganizowane jest fantastycznie.

Podróż autobusem na pewno wygodniejsza niż vanem, którym mieliśmy w założeniu jechać. Vanem zresztą wracaliśmy z Koh Chang. Opcja o tyle wygodna, że wsiadasz do busika pod hotelem a wysiadasz w Bangkoku na lotnisku lub przy Khao San Road. Cena 600 baht. Komfort jazdy natomiast bez porównania gorszy, zwłaszcza kiedy klimatyzacja ledwo zipie, a obok siedzi upocony turysta imponujących rozmiarów. No ale trzeba przyznać, dostawa od drzwi do drzwi jest niewątpliwym plusem.

Rozkład jazdy na przystanku, na którym przesiedliśmy się do pickupów wiozących nas na prom

Ale wróćmy na przystanek pod Trat. Zapakowaliśmy się na pickupa z grupą kilku turystów, prawdopodobnie z innych autobusów i po 20 minutach byliśmy na przystani promowej.

Koszt przejazdu na przystań 150 baht z biletem promowym.

Cały dzień w podrózy, dojazd na lotnisko w Chiang Mai, lot do Bangkoku, przejazd na dworzec, jazda autobusem, jazda pickupem, prom … jeszcze tylko kolejny pickup i będziemy na miejscu 🙂

Podczas 40 minutowego rejsu promem mieliśmy możliwość oglądania zachodu słońca. Naprawdę piękne widoki w cenie biletu, tylko trzeba się załapać na prom o odpowiedniej porze:)

Na przystani na Koh Chang znowu czekają pickupy by rozwieźć przybyłych turystów do ich hoteli. Wyspa po naszym przybyciu tonęła już w ciemnościach, może nie egipskich, ale tajskich. Mrok roświetlały pojedyńcze latarnie przy ulicy. Kierowca pickupa powrzucał bagaże turystów na dach, usadowiliśmy się na ławeczkach po dwóch stronach tzw. paki i ruszyliśmy w ciemność. Koh Chang dopiero miało odkryć przed nami swoje oblicze podczas kolejnych dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *