Tajlandia – porady na pierwszy raz

Niektórzy z Was wiedzą, że wyjazd do Tajlandii był naszym marzeniem (a bardziej marzeniem Piernika) od wielu lat. Mieliśmy wrażenie, że w Tajlandii wszyscy już byli albo właśnie się wybierają, albo znajomi opowiadali … Przyszedł czas i nas.

Przygotowania do wyjazdu

Przygotowując się do wyjazdu czytaliśmy wiele blogów, oglądaliśmy wiele zdjęć w internetach, podpytywaliśmy ludzi, którzy już do Tajlandii dotarli. Pozbieraliśmy informacje, zebraliśmy się na odwagę i w zasadzie po raz pierwszy samodzielnie ruszyliśmy daleko poza Europę. Uwierzyliśmy, że Tajlandia jest idealnym krajem na pierwszy raz w Azji … no i w zasadzie była to prawda. Uwierzyliśmy, że damy radę sami wszystko przygotować … no i rzeczywiście daliśmy radę, bo samodzielny wyjazd do Tajlandii nie jest wielkim problemem nawet dla osób, które wielkiego doświadczenia w podróżowaniu po świecie nie mają. Komunikatywna znajomość angielskiego wystarcza, żeby wszystko na miejscu ogarnąć.

To, co opisujemy poniżej to nasz pomysł na Tajlandię, w zasadzie na pierwszy raz w Tajlandii, bo już wiemy, że chcemy tam wrócić i zobaczyć więcej. To nasz bardzo piernikowy program, który pozwolił nieco poznać Bangkok i część Tajlandii, w miarę aktywnie, bez hotelu z opcją all inclusive, ale w przyzwoitych warunkach. Pozwolił również zobaczyć to, co zobaczyć bardzo chcieliśmy, czyli Bangkok, fragment dżungli Khao Sok National Park i piękne plaże Morza Andamańskiego z charakterystycznymi mogotami w okolicach Ao Nang.

Ale po kolei …

Termin wyjazdu

Początek przygotowań  (po etapie przeglądania zdjęć w sieci, czytania opisów i wznoszenia okrzyków „o … ooo… to piękne i to… tu musimy pojechać i tu …”) to USTALENIE TERMINU I KUPIENIE BILETU LOTNICZEGO. Naczytaliśmy się o cenach biletów w granicach 1700-1900 zł, nam się nie udało takowych znaleźć. Zabraliśmy się nieco za późno za szukanie, poza tym zależało nam na jak najkrótszej podróży, zdecydowaliśmy się na podróż  11 listopada 2017 liniami Aerofłot  z Warszawy do Bangkoku z przesiadką w Moskwie (czas na przesiadkę tylko 2h) w cenie 2.100 za bilet w te i we wte, co jest ceną przyzwoitą. Co prawda do planowanych dwóch godzin los dołożył nam dodatkowe 6 z powodu awarii samolotu. ale cóż …najważniejsze, że w końcu wystartowaliśmy i wylądowaliśmy w Bangkoku.

W co się spakować

Wszystko zależy od tego, jakie macie potrzeby, jakie plany, czy będziecie się przemieszczać z tobołkami z miejsca na miejsce czy też chcecie leżeć na jednej plaży i magazynować w organizmie witaminę D.

My postawiliśmy na skromny bagaż. Wzięliśmy po małej kabinowej walizeczce + plecaczek wielkości szkolnego plecaka. Nie braliśmy dużej walizy i był to bardzo dobry pomysł ze względu na to, że spaliśmy w 5 miejscach, przemieszczaliśmy się wewnętrznymi samolotami, busikami, a spacery z wielką walizą są mało komfortowe, a poza tym jak w krzyżu łupnie – to po urlopie:).

Minusem takiego rozwiązania jest oczywiście brak możliwości wzięcia połowy chałupy ze sobą, bo a nóż widelec się coś przyda,  ale uwierzcie – człowiek, zwłaszcza w ciepłym klimacie nie potrzebuje wiele, a jeśli czegoś nagle zapragnie, może to kupić na miejscu. Oczywiście trzeba gdzieś upchnąć cieplejsze buty i kurtkę i na to też trzeba zostawić miejsce, ale da się, Można ewentualnie poprosić rodzinę odprowadzającą o zabranie ciepłych rzeczy w depozyt, ale my odwoziliśmy się na lotnisko sami, więc i sami targaliśmy później zimowe wdzianka w walizkach.

Co koniecznie zabrać ze sobą

Paszporty, kasę, bilety, potwierdzenie rezerwacji hoteli, ubezpieczenie, telefony, ładowarki, power bank – to chyba absolutna podstawa

kosmetyki podstawowe co komu potrzebne w małych pojemnikach, przede wszystkim krem przeciwsłoneczny SPF50, olejek do opalania też 50 (w Tajlandii te rzeczy są droższe), płyn do prania w małej buteleczce, mokre chusteczki do rąk + żel antybakteryjny do rąk

leki – na ciśnienie dla Piernika + przeciwbólowy, nifuroksazyd (najlepszy na sprawy żołądkowe i już bez recepty) węgiel i smectę na brzuszek (koniecznie!) octenisept na ewentualne ranki, dicoflor (dobre bakterie, które osłonowo zaczęliśmy przyjmować 1 tydzień przed wyjazdem), coś do ssania na gardło (tak w Tajlandii się przydaje przez klimatyzację ustawioną na maxa)

okulary przeciwsłoneczne, stroje kąpielowe, bieliznę, krótkie spodenki, kilka T-shirtów, sandały, klapki, opcjonalnie sukienka/spódnica (z tym że raczej nie dla Piernika), Pierniczka miała dużą chustę cieniutką i przewiewną, która w razie potrzeby przykrywała to co nieprzyzwoite np. ramiona przed wejściem do świątyń, chusta przydać się może też w mocno klimatyzowanych pomieszczeniach

– poduszka opcjonalnie – rogal na podróż i nie tylko

Co można dokupić na miejscu

Jeśli zaczynacie od Bangkoku to w zasadzie prawie wszystko można dokupić, tylko nam nie chciało się latać po sklepach i bazarach, poza tym nie chcieliśmy dokupować kolejnej walizki, więc kupiliśmy tylko to co było potrzebne i zajmowało niewiele miejsca

– nakrycie głowy

– długie spodnie z cienkiego materiału dla Pierniczki, bardzo przydatne i tanie 100-150 bahtów wystarczy na tę fanaberię, sukienkę na ramiączkach

– przewiewną koszulę dla Piernika (długie spodnie i koszula potrzebne są aby wejść do Grand Palace w Bangkoku)

– preparat na komary w dżungli (to w Khao Sok)  i nie tylko, bo w Bangkoku też dokuczyły Pierniczce a nasze preparaty są za słabe na tajskie komary

– tajska karta sim, której używaliśmy, żeby mieć wszędzie internet i nie ciągnąć go z polskiej karty, bo drogo. Kartę kupiliśmy na lotnisku w punkcie Truemove – cena 599 baht za 15 dni. Na miejscu kartę nam wymienili w telefonie i aktywowali

– i parę innych pierdół – z zakupami naprawdę nie ma problemu

Karta czy gotówka

Raczej gotówka, za każdą płatność kartą doliczane jest 3% prowizji, nie wszędzie też da się kartą zapłacić. Nie ma natomiast problemu z wymianą dolarów czy euro. My wzięliśmy ze sobą dolary i bez problemu po dobrym kursie wymienialiśmy w kantorze (lotnisko nie jest polecane do tego celu) my mieliśmy ze sobą z 1000 bahtów kupionych w Polsce tak na start. Gotówkę można też pobrać z bankomatu, ale pobierana jest od tego prowizja

Ubezpieczenie

Niezbędnym dokumentem, bez którego nie radzimy wybierać się w podróże poza Europę jest polisa ubezpieczeniowa. Naczytaliśmy się przed wyjazdem, że opieka medyczna w Tajlandii stoi na wysokim poziomie, ale jest droga i że warto jest zainwestować w dobre ubezpieczenie podróżne. Najważniejszym elementem ubezpieczenia jest wysokość sumy ubezpieczenia kosztów leczenia oraz możliwość bezgotówkowego skorzystania z pomocy medycznej.
Po porównaniu kilku propozycji wybraliśmy ubezpieczenie w AXA Ubezpieczenia TUiR SA. Ubezpieczenie obejmowało min koszty leczenia do 150.000 EUR, NW do 6.000 EUR, Bagaż 500 EUR i OC 80.000 EUR i oczywiście możliwość bezgotówkowego skorzystania z pomocy medycznej. Koszt takiej polisy to 331 zł za cały okres pobytu tj 17 dni dla obojga Pierników.
Pierniczka niestety musiała skorzystać z pomocy medycznej już pierwszego dnia pobytu w Bangkoku i wybór ubezpieczyciela okazał się trafiony. Wszystko odbyło się szybko i bez najmniejszych problemów. Po telefonicznym zgłoszeniu w centrum alarmowym potrzeby skorzystania z konsultacji medycznej (były to godziny nocne więc możliwość sprowadzenia lekarza do hotelu była ograniczona) udaliśmy się do wskazanej przez ubezpieczyciela placówki. Był to ostry dyżur w Bangkok Hospital. Tam już czekali na Pierniczkę. Badania, diagnoza, kroplówka, leki  z przyszpitalnej apteki, a nawet zamówiona przez personal taksówka.  Wszystko odbyło się bezgotówkowo na koszt ubezpieczyciela (poza taksówką). Bez polisy musielibyśmy zapłacić za taką wizytę ok. 200 dolarów czyli ponad dwa razy tyle ile kosztowało nas ubezpieczenie.

Co się zgodziło z naszymi wyobrażeniami o Tajlandii i informacjami przeczytanymi czy zasłyszanymi

– jedzenie na ulicach (głównie w Bangkoku, ale nie tylko) tak jak ludzie mówią i piszą jest smaczne, tanie i pomimo, że przygotowywane w warunkach nie do przyjęcia przez nasz sanepid nie tylko nie trujące, ale zazwyczaj pyszne. Street food jest w zasadzie wszędzie, trudno nam wskazać jedno miejsce

– smog w Bangkoku. Czytaliśmy na blogach, że trudno jest oddychać w mieście i to niestety prawda. Wiele osób chodzi w maseczkach. Wilgotność + gorąco + spaliny powodują autentyczne duszności

– korki w Bangkoku (niech nam teraz ktoś powie, że w Warszawie są korki), w Bangkoku korki są prawie 24h na dobę

– szacunek a wręcz kult dla króla (zmarłego w 2016  i skremowanego dwa tygodnie przed naszym przyjazdem tj. po roku żałoby). Kult przejawiający się chociażby w poszanowaniu banknotów opatrzonych wizerunkiem króla, fotografii obecnych wszędzie od małych formatów na straganach czy sklepikach począwszy na ogromnych zdjęciach w złotych ramach ustawionych na ulicach skończywszy

– bardzo mili i pomocni ludzie. Większość Tajów chce Ci pomóc, może nie do końca zawsze bezinteresownie, ale interesowność w żadnym stopniu nie jest nachalna. Ma się wrażenie, że tym ludziom naprawdę zależy, żebyś znalazł to czego szukasz, a nawet jak nie szukasz też chcą ci pomóc. Nawet pani konduktorka w autobusie miejskim, którym przyjechaliśmy z lotniska do centrum Bangkoku pilnowała wszystkich turystów, żeby wysiedli na właściwym przystanku i kierowała ruchem w autobusie i na przystanku tak, że czuliśmy się naprawdę „zaopiekowani”.

Co nas zaskoczyło w Tajlandii

– ilość kotów i psów, w dużej mierze bezpańskich, leżących na chodnikach przy ruchliwych ulicach, w sklepach, barach, na stołach, nikt nie robi im krzywdy, one nikomu też nie – ale przecież, Tajlandia to kraj buddyjski więc wszystko się zgadza

– kapliczki dla duchów – są wszędzie – w wioskach, co nie dziwi, ale w centrum stolicy przez wielkimi nowoczesnymi biurowcami też, a to już było nieco zaskakujące. Duchom Tajowie zostawiają jedzenie, napoje. Stojąca przy domku dla duchów fanta czy cola nieco zaskakuje

– tuk-tuki jeżdżące naprawdę za grosze (40-50 baht za godzinną przejażdżkę po Bangkoku) są tani, bo mają dopłatę państwa, ale zwykle muszą zawieźć pasażera do jednej z państwowych agencji turystycznych. Oczywiście nie musicie niczego w agencji załatwiać. Te tuk-tuki mają na górze żółty napis taxi

– ilość muzułmanów, Tajowie to w zdecydowanej większości buddyści, dlatego nas zaskoczyła ilość muzułmanów, zwłaszcza w Ao Nang na południu

– toaleta, a zasadzie sam proces spuszczania w niej wody, ponieważ urządzenie działa odwrotnie niż u nas. Po naciśnięciu przycisku spłuczki, wody przybywa i ma się wrażenie, że toaleta właśnie się zapchała. No cóż wiedząc o tym łatwiej jest nacisnąć przycisk jeszcze raz, bez obawy, że spowodujemy małą powódź no i problem znika 😊

– brak noży do posiłków, sztućcami są albo pałeczki albo łyżka i widelec. Widelcem nakłada się jedzenie na łyżkę i wkłada do ust.

W kolejnych  wpisach szczegóły dotyczące naszego wyjazdu. Program jak na pierwszy raz w Tajlandii lajtowy i dla każdego.

A nasza trasa wyglądała tak:

BANGKOK – KHAO SOK – AO NANG – KLONG MUANG – BANGKOK

Listopad 2017

2 Replies to “Tajlandia – porady na pierwszy raz

  1. Dzięki za skondensowane wiadomości dla wyjeżdżających pierwszy raz. My tez planujemy wyjazd w listopadzie lub grudniu. Szczepiliście się przed wyjazdem?

    1. Nie szczepiliśmy się, ponieważ szczepienia są zalecane przede wszystkim jeśli wybieracie się na północ kraju w dżunglę. My takich planów nie mieliśmy,
      więc odpuściliśmy sobie szczepienia. Następnym razem jednak raczej to zrobimy. Miłego wyjazdu życzymy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *