Warszawa na pół weekendu czyli Pierniki na bulwarach

Tego sobotniego wieczoru urwaliśmy się  z domu i przepadliśmy w stolicy do popołudnia dnia następnego.  Snuliśmy się jak turyści po terenie znanym nam od dziecka. Warszawa jednak zmienia się tak szybko i daje tyle możliwości spędzania czasu, że fakt znajomości terenu zupełnie nie przeszkadza w odkrywaniu go na nowo za każdym razem.
Od czasu do czasu będziemy starali wrzucać na bloga wpisy warszawskie, ten pokaże Wam nadwiślańskie bulwary i Multimedialny Park Fontann.

Bulwary nadwiślańskie

Wisła w Warszawie stała się w ostatnich latach bardzo popularna, można by rzec miejska gwiazda. Jej brzegi letnią porą zapełniają się warszawiakami i turystami, którzy bardzo licznie, zwłaszcza wieczorami snują się po bulwarach po lewobrzeżnej stronie. Prawa  czyli praska strona, naturalna, prawie dzika zarezerwowana jest raczej  dla plażowiczów w ciągu dnia oraz miłośników imprez przy ognisku wieczorem. Bardzo miło patrzy się na praski brzeg Wisły z bulwarów. Rzadko w centrum dużych miast zdarza się, żeby rzeka płynęła sobie naturalnie, nie ujęta w betonowe koryto.  Mamy nadzieję, że tak pozostanie z warszawską Wisłą, bo jest to jej duży atut. Ale wróćmy na lewą jej stronę. Praktycznie od Mostu Gdańskiego  przez okolicę Starówki,  Mostu Poniatowskiego aż do Cypla Czerniakowskiego możecie wędrować brzegiem i nie będziecie się nudzić. Możecie też poruszać się rowerami lub na rolkach, przynajmniej przez część trasy biegnie ścieżka rowerowa.

Zaczynając spacer od Centrum Nauki Kopernik (wyborny dojazd metrem) polecamy ruszyć na południe w stronę Mostu Poniatowskiego. Zaraz za stacją metra mamy namioty z jedzeniem z różnych stron świata,  klasyczny street food. Postanawiamy wrócić tu wieczorem i wybrać coś dla swoich podniebień. Snujemy się po bulwarach, a knajpek, klubów mamy tu do wyboru wiele, chociaż wieczorem największa impreza odbywa się na betonowych schodkach prowadzących do rzeki. To jedno z nielicznych miejsc w Warszawie, gdzie można pić własny alkohol bez strachu przed mandatem, choć policji widać na bulwarach sporo. Idąc w stronę Cypla Czerniakowskiego mijamy m.in. Barkę, Hocki Klocki, Grunt i Wodę, Rejs, Pomost 511, Cud nad Wisłą. W każdym z tych miejsc możemy wieczorem trafić na koncert, stand-up, spektakl plenerowy, kabaret albo disco pod chmurką. Dzieje się wieczorem, dzieje się w ciągu dnia. W ciągu dnia spacerują po bulwarach rodziny z dziećmi,  dziadkowie i babcie z wnukami lub bez, młodzież, turyści – słowem multikulti i międzypokoleniowo. Wieczorem i w nocy bulwarami raczej rządzi młodzież, z tym, że oczywiście młodzież bywa młodsza i nieco starsza, my jednak późnym wieczorem, trzeba to powiedzieć szczerze, nieco zawyżaliśmy średnią wieku.

W czasie naszego popołudniowego spaceru zrobiło się w którymś momencie dość groźnie. Szczęśliwie cała nawałnica poszła na prawą stronę Wisły. Nas ominęła, ale nasz domek już nie. Poza pomidorem na balkonie nikt na szczęście nie ucierpiał. Pomidor ucierpiał jednak nie pierwszy raz. Spada z parapetu lub przewraca się stojąc na podłodze regularnie, zyskał więc nowe imię „Popychadło”.

Potańcówka na Podzamczu

Pod wieczór wybraliśmy się na Podzamcze zobaczyć, co tam się dzieje ciekawego. Najpierw potańcówka na dechach. Przygrywał bardzo sprawnie band z UK, grający taneczne, nieco rockowe covery, a my daliśmy się porwać muzyce. Absolutnie fantastyczne jest to, że potańcówek utrzymanych w różnej stylistyce jest teraz sporo. Przyciągają one ludzi przeróżnych i w różnym wieku, z tym, że prym wiodą osoby 40+. Na dechach jest tłoczno, ludzie przestali się wstydzić, bawią się i to jest naprawdę świetne.

Multimedialny Park Fontann

Po paru tańcach poszliśmy na skarpę na Podzamczu, żeby obejrzeć pokaz multimedialny, w tym roku pt. „Książę Niedźwiedź”. Pokaz w Parku Fontann zawsze wygląda dobrze i warto się wybrać, ale szczerze mówiąc tegoroczna opowieść nie do końca była dla nas zrozumiała i nieco nas znudziła. Co wcale nie znaczy, że nie polecamy tej rozrywki.
Pojechaliśmy później pod Pomnik Sapera, przedostaliśmy się na drugą stronę ulicy do Cudu nad Wisłą i tym razem mogliśmy przechadzać się bulwarami w odsłonie nocnej. Tego musicie spróbować sami, posłuchać, potańczyć, zjeść i wypić. My tak zrobiliśmy i koło północy wróciliśmy na upatrzoną wcześniej pozycję, mijając cichnące centrum miasta i uśpiony już Pałac Kultury i Nauki.

 

A rano za oknem zobaczyliśmy taki oto widok. Tydzień temu obudziliśmy się w dżungli biebrzańskiej a teraz w dżungli miejskiej. Bo w życiu ważna jest różnorodność i równowaga, ogólnie dobrze jak sytuacja jest wyrównana 🙂

Po śniadaniu udaliśmy się do pobliskiego klimatycznego kina Muranów na „Zimną wojnę” Pawła Pawlikowskiego. Cudowny obraz – bardzo polecamy.  Później wykonaliśmy szybki rzut oka na Starówkę

Podróż „ogórkiem”

Ze starówki uciekliśmy szybciutko bo w niedzielne wczesne popołudnie ludzi było jednak zdecydowanie za dużo. Zeszliśmy czym prędzej na Wisłostradę ,żeby dostać się na koniec bulwarów i skorzystać z dobrodziejstw straganów ze street foodem. Zupełnie przypadkiem trafiliśmy na ogórka, który w ramach floty ZTM obsługuje weekendowo turystyczną linię 100. Dla czytelników młodszych wyjaśniamy, że ogórek to stary autobus, popularny w latach 60-tych i 70-tych, który swą nazwę zawdzięcza kształtowi. Ogórek, którym my jechaliśmy był już zabytkiem, na co wskazywała rejestracja, ale świetnie utrzymanym. Jednak komfort jazdy był taki sam, jaki pamiętamy z wczesnego dzieciństwa. Wszystko się telepie, podskakuje a drzwi otwiera się za pomocą metalowej klamki a nie przyciskiem. Siedzenia obite są miękkim skajem, materiałem skóropodobnym, do którego łatwo przywrzeć w upalny dzień. Ogórek kluczy po Warszawie, przejeżdża na Pragę, wraca z powrotem na lewy brzeg, więc turystom polecamy ponieważ z okien widać kawał miasta. My z jednej strony byliśmy zadowoleni z  tej wycieczki w przeszłość, ale z drugiej chyba pieszo doszlibyśmy szybciej na miejsce.

W końcu dotarliśmy na bulwary, znów w okolice Cudu nad Wisłą i Pomostu 511. Zjedliśmy trochę indyjskiej tikka masali, trochę humusu, tureckiego börka, poobserwowalismy nadwiślańskie niedzielne życie i zadowoleni z weekendu powróciliśmy do obowiązków. A te wierne jak psy, zawsze czekają i domagają się uwagi już po przekroczeniu przez nas progu. Dlatego wiemy doskonale, jeśli nie wyjdziemy z domu, ciężko będzie odpocząć.

Lipiec 2018

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *