Weekend w Narwiańskim Parku Narodowym

W czerwcowy weekend w końcu udało nam się zrealizować plan z ubiegłego roku. Wybraliśmy się do Narwiańskiego Parku Narodowego. Wyjazd zaczęliśmy w piątkowe południe. Pomknęliśmy trasą S8 na Białystok (nareszcie skończoną) i po niespełna dwóch godzinach znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie.

Pierwszy rzut oka na NPN w Kruszewie

Zerwany Most

Naszą przygodę z Narwią zaczęliśmy od prawej strony (patrząc na mapę:) zjechaliśmy w z S8 w Choroszczy i odszukaliśmy miejscowość Kruszewo.W Kruszewie dotarliśmy do miejsca zwanego Zerwany Most (dojazd kamienną polną wąską drogą do końca). Pusto, ale nie cicho. Ptaszyny śpiewały jak oszalałe. To był nasz pierwszy rzut oka na Narwiański Park Narodowy. Nieistniejący już, wybudowany w 1903 roku most o długości 365 m łączył miejscowości po dwóch stronach rozlewiska. Po 11 latach od wybudowania mostu wybuchła I wojna światowa. Zburzony podczas wojny most odbudowano w roku 1928 i ponownie po 11 latach od odbudowy wybucha wojna, a most ulega znowu zniszczeniu. Ludność miejscowa podjęła decyzje o nieodbudowywaniu mostu, nie chcąc ryzykować wybuchu kolejnej wojny. Mostu nie ma i dzięki temu kolejna światowa wojna nie wybuchła. Jest za to punkt widokowy, z którego rozpościera się przepiękna panorama na rozlewiska Narwi. Możemy cieszyć się pustką i śpiewem ptaków.

Dla bystrookich, zdjęcie Piernika w bagiennych zaroślach

Kładka Waniewo-Śliwno

Kolejnym naszym przystankiem było Śliwno. W zasadzie kładka Waniewo- Śliwno, czyli drewniany pomost nad rozlewiskiem o dł.1050 m łączący obie te miejscowości. Kładka biegnie przez sam środek Narwiańskiego Parku Narodowego. Niestety obecnie kładka nie jest dostępna na całej długości i nie można przejść nią całej trasy. Łatwiejszy dostęp i dłuższy odcinek jest właśnie od strony Śliwna. Do kładki w Śliwnie dojechaliśmy bez problemu. Od parkingu do początku trasy jest rzut lekkim beretem. Trasa prawie zaczyna się od pierwszej przeprawy pływającą platformą poruszaną siłą mięśni przeprawiającego się turysty.

Przeprawa jest atrakcją samą w sobie, ale trochę trzeba się nagłówkować jak przejść z pomostu na kładkę i odwrotnie unikając kąpieli czy skręcenia nogi. Tak szczerze mówiąc nie jest to szczególnie trudne, ale dla sprawnych inaczej, tak jak w przypadku połowy naszego teamu, może takie być.

A dzielny i jakże krzepki Piernik przeciąga łańcuch i platforma sunie do przodu

Widoki po drodze cudne, pogoda wyborna, na trasie dwie niewysokie wieżyczki obserwacyjne, w których cieniu można odsapnąć i spojrzeć na okolicę nieco z góry. Kładka ze Śliwna prowadzi do Waniewa, ale przed Waniewem przeszkodą jest wyłączona z użytku przeprawa, więc
przejścia nie ma (stan czerwiec 2019).

Noc w Surażu

Po atrakcjach Śliwna przyjechaliśmy do Suraża, najmniejszego miasta woj. podlaskiego (poniżej 1000 mieszkańców) zainstalowaliśmy się w przepięknie położonym nad Narwią pensjonacie Bajdarka.

Pensjonat od strony rzeki
Widok z balkonu Bajdarki

Bajdarka to przyjemny pensjonat otoczony dużym zielonym terenem. Nad brzegiem rzeki drewniana sauna i 2 balie, miejsce na rozstawienie namiotów, budynek sanitarny, dwa miejsca na ognisko, biesiadne wiaty i boisko do siatkówki. Dodatkowo jest możliwość zorganizowania spływu kajakowego, wypożyczenia rowerów.
W cenie noclegu naprawdę dobre śniadanie. Restauracji samej nie polecamy specjalnie, obiady tylko w razie konieczności. Duży plus restauracji to cicha muzyka w tle, coś w sam raz dla pierników – stary dobry rock, pop sprzed 30, 40 czy 50 lat i tabliczka przy barze „Nie odtwarzamy disco polo”. Dla nas rewelacja. Świetne miejsce na weekendowy odpoczynek, a nawet małą imprezkę na świeżym powietrzu z możliwością noclegu.

W okolicach Narwiańskiego Parku Narodowego dużym minusem jest brak zaplecza gastronomicznego a w samym Surażu poza Bajdarką nie ma żadnego miejsca, gdzie można by coś zjeść. W miasteczku 1 sklep spożywczo-przemysłowy, duży i nieźle zaopatrzony. Próby znalezienia czegoś do jedzenia w Łapach niestety okazały się bezowocne. Restauracja Łapianka i restauracja Sfera i w piątek i w sobotę były niedostępne z powodu zamkniętej imprezy. Inne lokale nie zachęcały – puste pizzerie i budka z fast foodem nas nie przekonały do konsumpcji. Planując dzień warto wziąć to pod uwagę, tak żeby głód nie zajrzał w oczy.

Wieczorem oblecieliśmy część Suraża. Ulicą Mostową przespacerowaliśmy się na Górę Zamkową mijając odremontowany rynek lacki.

wejście na Górę Zamkową w Surażu

Sama Góra Zamkowa jest raczej pagórkiem, zwanym też Górą Królowej Bony. Kiedyś znajdowało się tutaj średniowieczne grodzisko, teraz można sobie jedynie wyobrazić, jak mogło w tych czasach wyglądać. Dzisiaj mamy za to piękny punkt widokowy, możliwość patrzenia na Narew z góry i słuchania śpiewu skowronka.

Góra Zamkowa w Surażu … a burzę już słychać
Wieża Kościoła w Surażu …
A Narew płynie leniwe za to skowronek śpiewa z wielką pasją

Wieczór w Bajdarce na leżaczku ustawionym nad samym brzegiem leniwie płynącej rzeki kojący.

koniec dnia i kolacja nad rzeką w towarzystwie pojedynczych komarów i tęczy

Następnego ranka wpadliśmy na pomysł spaceru nad rzekę o godz. 4 rano. Bardzo przyjemne okoliczności przyrody, obudzone ptactwo gotowe już było w pełni na nowy dzień. Za to my jeszcze nie bardzo, więc nastąpił odwrót na z góry upatrzone pozycje i dosypianie. Ale przyszła taka oto wątpliwość: Czy wstawanie na podsluchiwanie porannego ptactwa jest oznaką starzenia się czy tylko świadczy o miłości do natury?

Świeży Piernik o świcie

Waniewo

Następnego dnia po dobrym śniadanku ruszyliśmy do Waniewa. Niestety wieża widokowa w Waniewie prawie się rozpadła i jest nieczynna. Na kładce Waniewo- Śliwno pierwsza platforma do przeprawy prawie nie możliwa do przeciągnięcia. Stwierdzamy więc, że na chwilę obecną zwiedzanie kładki Waniewo-Śliwno zdecydowanie lepiej zacząć od Śliwna. Pozostało nam ograniczyć się do podziwiania przyrody z brzegu rozlewiska. A widoki znowu piękne. Spójrzcie sami …

Widok na rozlewiska Narwi w okolicach Waniewa
Pierwsza przeprawa pływającą platformą od strony Waniewa

zdjęcia z lotu ptaka lub drona zrobić nie mogliśmy, więc taki erzac

Kładka wśród bagien

Kolejnym punktem naszej narwiańskiej przygody było Kurowo, a w nim pałacyk będący siedzibą dyrekcji NPN, obok park z miejscem na biwakowanie. Ale dla nas Kurowo to przede wszystkim „Kładka wśród bagien”

brama do parku w Kurowie
Kładka wśród bagien – pięknie i pusto
a na kładce hot pierniki
rzekę widać w niewielu miejscach, jest zasłonięta w większości miejsc szuwarami
wyprawa kajakami w tej części NPN jest chyba najbardziej ekscytująca

Kurowo jest miejscem bardzo malowniczym, Kładka wśród Bagien na pewno warta odwiedzenia. Trochę żałowaliśmy, że nie zaplanowaliśmy chociaz 1-2 godzinnego sływu kajakowego bo miejsce na kajaki niezwykłe.

Piernik na polowaniu

Pierogarnia Tykocińska

A kiedy przyszła pora karmienia postanowiliśmy pojechać do Tykocina, który już kiedyś odwiedziliśmy. Tam zwiedzeni dobrymi opiniami w internetku udaliśmy się do miejsca przy rynku, zwanego Pierogarnia Tykocińska. Odstaliśmy w kolejce do stolika dobre 15-20 minut, ale było warto. Jedzenie pyszne, porcje duże (uwaga!) a ceny rozsądne. Do wyboru trzy zupy i różne rodzaje robionych na miejscu pierogów. A do picia świetna pigwonada (w kilku opcjach, my próbowaliśmy kwaśnej i klasycznej). Polecamy!

Talerz pieczonych pierogów po misce chłodnika był wyzwaniem …
Tykocin i na spacer i na obiad jest dobrym wyborem

A wieczorem po powrocie do Bajdarki totalny relaks nad rzeką na leżaczkach.

zachody słońca wszędzie bywają malownicze

Muzeum Kapliczek

Rano po smacznym śniadaniu i chwili relaksu nad rzeką udaliśmy się dziarskim krokiem przez Suraż do Muzeum Kapliczek. Podobno jedyne takie miejsce w Polsce. To prywatne muzeum stworzone przez pasjonata, który 15 lat temu zaczął kolekcjonować kapliczki, często zaniedbane, w złym stanie.

Muzeum Kapliczek w Surażu, eksponaty w ogrodzie

Muzeum mieści się w drewnianej wiacie, nieco eksponatów można również zobaczyć na zewnątrz w ogrodzie. Właściciel mieszka w Surażu od 15 lat. Jeśli nie ma go na miejscu można po prostu zadzwonić i umówić się na zwiedzanie. Wejście bez biletów, gospodarz jest wdzięczny za wpis do księgi gości i ewentualny dobrowolny datek.

Eksponaty są bardzo różne, pomieszanie stylów i epok. Nasza uwagę przykuł drewniany wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Okazało się że jest to dzieło Sybiraka, które przeszło razem z armią Andersa i trafiło na Podlasie. Właścicielowi muzeum odsprzedał je wnuk za symboliczną kwotę.

Wiele eksponatów przynoszą ludzie, bo wiedzą, że trafią one w dobre ręce. W tym prywatnym muzeum kapliczki dostaną drugie życie i szansę na pozostanie niezapomnianym przez długie lata.

Ciekawe miejsce. Jeśli będziecie w Surażu warto się tam wybrać, nawet jeśli ani nie jesteście religijni ani nie interesujecie się sztuką a w szczególności twórczością ludowych artystów.

Po pierwszej wizycie w Narwiańskim Parku Narodowym mamy niedosyt i chęć na powrót w te strony. Tak samo zresztą jak po odwiedzinach Biebrzańskiego Parku Narodowego. Mamy ogromną chęć popływać trochę kajakiem po narwiańskich labiryntach. Zastanawiamy się tylko czy nasze kręgosłupy będą w stanie to wytrzymać.

Narwiański Park Narodowy jest miejscem mało popularnym, zdecydowanie niedocenionym, ale trzeba też przyznać, że mały ruch turystyczny powoduje brak infrastruktury, jadłodajni, dodatkowych atrakcji. Z drugiej strony ta „dzikość” jest niewątpliwie atutem tego miejsca. I może niech tak zostanie.

czerwiec 2019


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *